— O czeskiej żonie? Od Ludmiły. Zawsze jesteś najpierw u niej, potem u mnie.
Zaśmiał się. Nie docenił swych kobiet.
— Jak ona ma na imię? — prowokująco zapytała Wszemiła. — No jak?
— Dobrawa.
— Dobrawa — powtórzyła i rozległ się jej zły, mściwy śmiech. — Tylko dobrawa, nie „najlepsza” albo „najpiękniejsza”. Dobrawa, nic więcej.
Przełknął to. Wszemiła nie ma o niczym pojęcia, jeśli liczy wartość czeskiej żony jej urodą.
— Gdzie słyszałaś o chrzcie? — zapytał.
— Ojciec mi powiedział.
— Przestań! — zganił ją. — Twój ojciec nie żyje. Sam kładłem pochodnię pod stos. Jego kopiec stoi za grodem!
Wszebór był głową nadnoteckiego rodu. Mieszko przy dźwięku piszczałek i rogów wziął ją, jego córkę Wszemiłę, za żonę na znak sojuszu, po tym jak Wszebór poddał mu swych ludzi i ziemię.
— No i co z tego? — żachnęła się Wszemiła. — Umarli mówią, jeśli chce się ich słuchać. Powinieneś coś o tym wiedzieć, skoro chcesz teraz czcić umarłego boga…
— Nie mów o rzeczach, których nie rozumiesz — przerwał jej gniewnie. Jordan dokładnie wyjaśnił mu związek między śmiercią na krzyżu a zmartwychwstaniem.
Zaśmiała się, wyginając palce.
— Dałeś się nabrać. Powtarzam plotki. Ludzie gadają…
Mógł się domyślić.