Harda
Elżbieta Cherezińska — Powieść historyczna

— Tak jak ja twoje, Wszemiło — powiedział, uniósł dłoń i otworzył, pokazując, że zdjął jej z palca swój pierścień.

— Zostaw, to moje! — syknęła za nim wściekle.

— Już nie. — Pokręcił głową i gwizdnął cicho.

Jastrząb odbił się od belki i wylądował na ramieniu księcia.

— Niech cię bagno pochłonie! — pożegnała go była żona. Ostatnia z siedmiu.

— Kto wie? — powiedział, zamykając za sobą drzwi.

Santok, gród, w którym mieszkała, był ostatnim przyczółkiem kraju Mieszka na zachodzie.

Leżał na podmokłych terenach w widłach Noteci i Warty, strzeżony przed najazdami Wieletów korytami obu rzek jak niemowlę objęciami matki.

Do kąciny na wyspie szło się groblą usypaną między połaciami bulgoczących bagien.

— Zostańcie, strzeżcie grobli! — rozkazał drużynie, która jechała za nim. — Wrócę przed świtem.

Zsiadł z konia i ruszył przed siebie bez pochodni. Księżyc wzeszedł i znaczył drogę sinym światłem pełni. Było cicho, tak cicho, że słyszał swe kroki odbite w mokrej ziemi. Gdzieś w oddali, za pasmem bagiennej łąki wznosiły się lasy łęgowe, bogate w olchy, jesiony, wiązy, wierzby o długich bezlistnych witkach i dęby szeleszczące resztką zeszłorocznych liści. Wreszcie stanął na twardym gruncie wyspy.