— Bogowie lubią ogień — zagadał Dalbor, wracając z dzbanem miodu.
— Skąd wiesz? — spytał Mieszko, biorąc od niego kubek.
— Co? — Starzec nalał im obu.
— Że lubią ogień, że płynąca woda ma większą moc niż martwa?
Jasne oczy Dalbora zwęziły się, patrzył na księcia badawczo.
— Dziwnie pytasz — powiedział, z powrotem siadając na kłodzie.
— Może — przytaknął Mieszko. — Ale powiedz mi, skąd to wiesz?
— Mój dziad był kapłanem, pradziad żercą…
— Oni znali odpowiedź? — natarczywie pytał Mieszko.
Stary kiwnął głową i upił łyk miodu. Skrzywił się, jakby wypił piołun.
— Nie wszystko się mówi ludziom — przyznał po chwili, odstawiając kubek. — Niech uczczą bogów ofiarą z najznakomitszego jeńca, niech spalą śnieg w święto wiosny, natną krąg sera albo bochen chleba, zrobią miejsce dla nieznajomego przy ławie, strzegą się jeziora na przedwiośniu, nie pozwolą dzieciom kręcić się w koło przy palenisku… — Dalbor mówił gorączkowo, kreśląc czubkiem kostura ostre linie na ziemi. — I najważniejsze, niech szanują pamięć przodków. Wtedy zawsze będzie tak, jak było. Tak, jak było.