Harda
Elżbieta Cherezińska — Powieść historyczna

Czcibor wzruszył ramionami i wskazał na splamiony krwią kaftan Mieszka.

— A ty się przebierz. Twoja czeska księżna nie wpuści cię tak do komnat.

— Nie idę do Dobrawy — odpowiedział Mieszko i dał znak, by ruszyli do grodu. — Dziś śpię u ciebie.

Na podwórcu przed stajnią podbiegł do niego Radomir, kasztelan poznańskiego grodu.

— Książę! — zawołał, przytrzymując jego konia. — Kupcy żydowscy zdążyli. Przywieźli z Węgier gąsiory czerwonych win, te, których sobie życzyłeś. W kaplicy też wszystko gotowe. Świece dobrze wyszły z forem, choć pszczoły i w rok nie odrobią zapasów wosku! Bielone płótno na osłonę baptysterium… Jordan mówi, że…

— Zmieniłem plany — twardo powiedział Mieszko. — Baptysterium nie będzie potrzebne.

W oku Radomira na ułamek chwili zalśniła radosna iskra. Zamilkł.

— Poproś do mnie Jordana — powiedział książę. — Muszę z nim pomówić.

— Jak każesz, panie — wyszeptał.

— Chcesz wystraszyć kapłana? — przekornie zapytał Czcibor, zeskoczywszy z konia. Pokazał na splamiony krwią kaftan Mieszka.

Nie odpowiedział mu książę, lecz siedzący na jego ramieniu jastrząb. Zaskrzeczał i rozłożył skrzydła.