— Masz stanąć przed Bogiem nagi — odpowiedział kapłan i dodał ciszej: — Musimy wejść do rzeki.
Ach tak. Przypomniał sobie i zrzucił z ramion płaszcz. Z tłumu na drugim brzegu wydobył się jęk. Nigdy nie widzieli swego księcia nagiego. Stał teraz przed nimi i jego szerokie, wypukłe piersi znaczone szeregiem dawno wygojonych blizn pokazywały ludziom, jaki jest. Wszedł w wodę po biodra. Jordan położył mu dłoń na ramieniu i szepnął do ucha:
— Zanurzysz się po trzykroć.
A głośno zawołał:
— Oto wody rzeki zamienione Bożą mocą świętych olejów w wody chrztu obmywają cię, książę, z grzechów. Chrzczę cię w imię Ojca…
Mieszko się zanurzył. Przez jego pamięć przemknął obraz twardych, zaciśniętych szczęk Siemomysła. Ojca, który milczał, więc odpowiedziała mu cisza.
— …Syna!…
Pod wodą zamknął oczy i choć nie chciał, zobaczył nagi, jasny brzuch Dobrawy, w którym tak bardzo pragnął posiać dziedzica.
— …i Ducha!
Zanurzając się po raz trzeci, rozwarł powieki. I pod wodą przeszyła go światłość. Chciał płynąć do blasku, który ujrzał, ale to on wpłynął w niego. Usłyszał potężny głos Jordana:
— Dokonało się!
Wynurzył się. Potrząsnął głową jak pies. Woda ściekała mu z długich włosów, z końca spiczastej brody.