Harda
Elżbieta Cherezińska — Powieść historyczna

Wpadł pomiędzy jej ramiona wprost na miękkie łąki piersi, wdychając woń włosów jak wonnych szuwarów. Zamruczała, zagarniając go na siebie. Zatrzymał się na popas jednego pocałunku, a potem uciekł przez mszyste siedlisko brzucha w dół, na podmokłe łąki. Trzymał jej biodra w dłoniach, przechylał jak misę.

— Zanurz się — jęknęła — proszę…

— Potem — szepnął. — Jeszcze nie teraz. Jechałem z daleka i jestem spragniony. Napój mnie…

Brał każde z jej poruszeń; wyłuskiwał jak okrągłe jądro orzecha z twardej, rozchylonej skorupy. Rozgniatał językiem, aż pękła, wyrzucając w górę biodra z przeciągłym jękiem.

— Gdzieś ty był? — wyszeptała, z trudem łapiąc oddech.

— Na mokradłach — odpowiedział, ocierając spiczastą, ciemną brodę.

— Chodź, chodź, osuszę cię. — Zarzuciła mu ramiona na szyję i przylgnęła do niego całym ciałem.

Oddychali głęboko, równo jak pływacy, którzy płynęli ramię w ramię. Na bramie grodowej zabrzmiał niski, podwójny dźwięk rogu. Jastrząb zaskrzeczał, jakby chciał powtórzyć dźwięk.

— Muszę… — Drgnął.

— Nie. — Oplotła go palcami jak wąskolistnym pnączem. — Ty nic nie musisz. Ty możesz wszystko, mój książę.