Harda
Elżbieta Cherezińska — Powieść historyczna

Zaśmiał się nerwowo i wyswobodził z jej ramion. Usiadł, odgarniając spadające na twarz włosy. Przeczesał palcami sztywną brodę.

— Mam mało czasu — powiedział twardo. — Muszę wyruszyć przed świtem.

Usłyszał ostre brzmienie swego głosu. Jestem głupcem — pomyślał i odwrócił się do niej. Leżała z ramionami pod głową. Ciemne plamy sutków zdobiły jej nagość, wypukłe jak brosze.

— Wybacz — powiedział, choć czuł, że to słowo brzmi głucho.

Podniosła się z posłania i osłoniła piersi ramionami. Włosy rozlały jej się po plecach jak strugi żywicy.

— Wybacz? — powtórzyła po nim cicho. — Nie mówisz do dziecka, ale do kobiety. Od dawna wiem, że jestem tylko przystankiem na twej drodze, popasem na leśnej polanie…

— Nie mów tak. Urdis, jesteś najmądrzejszą z moich żon. — Odwrócił się, by ją pogładzić po nagim kolanie.

— Myślisz, że mi z tym łatwiej? — Jej niebieskie oczy lśniły pomiędzy pasmami włosów.

— Widzisz przyszłość jak wieszczka. — Popatrzył na nią czule.