Dziewczyna miała na sobie luźną flanelową koszulę, a pod nią zwyczajny T-shirt, jakich na pęczki w Reserved i innych sieciach. Zdjęcie mogło zostać zrobione w ciągu kilku ostatnich miesięcy, temperatury do takiego ubioru były wtedy w sam raz. Wrzucono je jednak dopiero dzisiaj rano – mniej więcej w porze, kiedy budziłam się spocona w łóżku.
Teraz ten moment wydał mi się tak odległy, jak niewyraźne wspomnienia z dzieciństwa. A myśli, które snułam jeszcze godzinę temu, zdawały się nie należeć do mnie.
Potrząsnęłam głową, a potem wbiłam wzrok w deCristę. Zaczęłam machinalnie odrywać skórki przy paznokciach – był to nawyk, z którym od lat nie potrafiłam sobie poradzić.
Nick dziewczyny mógł mieć coś wspólnego z kościołem w Portugalii, ale miałam zbyt mało informacji, by wyciągnąć jakikolwiek znaczący wniosek. Pomocne byłyby z pewnością inne tweety deCristy, na jej koncie znajdował się jednak tylko ten ze zdjęciem i hashtagiem.
Zastanowiło mnie to, bo konto miała założone mniej więcej tak długo, jak ja. Wpis raz na dziesięć lat? Wydawało się to wręcz nieprawdopodobne.