Jej wartość estetyczna była nikła i nie miałam pojęcia, dlaczego ktokolwiek miałby przysyłać mi coś takiego. Odłożyłam czaszkę do pudełka i wyciągnęłam telefon. Uznałam, że jakąś odpowiedź może dać mi sprawdzenie, co oznacza hashtag.
Pierwsze, architektoniczne skojarzenie było prawidłowe. Szybko przejrzałam wyniki w Google i ustaliłam, że apsydy to rodzaj dobudówek do kościołów, zazwyczaj wielobocznych lub półkolistych.
A zatem czacha i kościoły.
Połączenie niezbyt wesołe, a co gorsza, jeszcze mniej znaczące. Absolutnie nic mi nie mówiło i nie pozwoliło nawet zgadywać, kto i dlaczego miałby mi sprawić taki prezent.
Zrobiłam szybkie zakupy w netto i wróciłam do domu. Przez klatkę schodową jak zawsze szłam na wdechu, obawiając się, że nawinie mi się jakiś sąsiad. O tej porze jednak większość była w pracy i dotarłam do mieszkania bez konieczności zamieniania słowa z kimkolwiek.
Zamknęłam za sobą drzwi i dopiero wtedy wypuściłam powietrze. Nienawidziłam wychodzić. Za każdym razem po powrocie czułam się, jakbym zrealizowała wyjątkowo trudną, ale całkowicie nieistotną misję. Z ulgą przekręciłam zamek, a potem usiadłam przed komputerem.