Otóż pewnego dnia 1929 roku warszawski urząd celny nadał w trybie alarmowym wiadomość do biura szyfrów Wojska Polskiego. Okazało się, że do urzędu celnego trafiła jakaś niespodziewana paczka, ale co jeszcze ciekawsze, bardzo szybko pojawił się też pewien tajemniczy mężczyzna. Nikt go nie wzywał, a gość wyrósł jak spod ziemi. Poza tym był agresywny jak Decade Of Therion, domagał się natychmiastowego zwrotu paczki i powoływał się na znajomości w konsulacie. A pytany o to, co takiego ważnego jest w owej przesyłce, zmieszany odpowiadał, że to aparatura radiowa, która została tu przypadkiem przysłana, i koniecznie trzeba ją odesłać do Rzeszy. Takie zachowanie wzbudziło duże podejrzenia naszych celników, co więcej – czas był po ich stronie. Tak się bowiem złożyło, że była sobota po południu, więc jako że w urzędach nikt już nie pracował, to powiedziano tajemniczemu Niemcowi, że nic już dzisiaj nie załatwi i ma przyjść w poniedziałek. Wściekły facet wyszedł, a nasi chłopcy ostrożnie otworzyli podejrzaną skrzynkę i ich oczom ukazała się… tak jest – maszyna szyfrująca!