To, że wiedziano, jak Enigma wygląda, nie było jednak jednoznaczne z tym, że Polacy złamali jej szyfr. Byłoby to za piękne i za proste. Należało dokładnie odkryć zasadę jej działania i zrekonstruować maszynę, której oryginał przecież oddano Niemcom, żeby nie było przypału. Co zatem zrobiono? Jeszcze w tym samym roku w Poznaniu rozpoczął się kurs kryptologii, na który zaproszenie dostało 20 najlepszych studentów tamtejszego uniwersytetu. I teraz pewnie jacyś ultrasi z UW czy UJ cali zapluci krzyczą: „A czemu z Poznania? Toć u nas najlepsi fachowcy! Elita spod gołębnika, jak mawiał Eryk Brodnicki!”. Spokojnie, nie ma się co spinać. Chodzi o to, że tamtejsi studenci, z racji położenia Poznania, bardzo dobrze znali język niemiecki. Przecież przed przyjściem na studia był im wciskany z wielkim uporem w ramach germanizacji. Dobra, skoro to już sobie wyjaśniliśmy, teraz opowiedzmy sobie coś więcej o tym kursie. Prowadzili go oficerowie, spece od wywiadu, których cel był prosty – z tej dwudziestki najlepszych wyłonić absolutnych debeściaków, którzy dołączą do wywiadu. Okazała się nimi trójka wirtuozów matmy – Jerzy Różycki, Henryk Zygalski i Marian Rejewski.