Przyszedł rok 1918, który był ważny dla świata z wielu powodów – skończyła się I wojna światowa, Polska odzyskała niepodległość, powstały estońskie siły powietrzne, ale również pewien Niemiec – Artur Scherbius – złożył wniosek o przyznanie mu patentu na maszynę szyfrującą. Ta wielka machina, która nijak nie przypominała niepozornej skrzyneczki, jaką potem stała się Enigma, działała na zasadzie bębenków rotacyjnych, które wyglądały jak duże koła zębate. Żeby być dokładnym, to jeszcze dodam, że początkowo były cztery takie bębenki – trzy kręciły się w tę samą stronę, a jeden w przeciwną i nazywał się „Umkehrwalze”, co jest informacją totalnie nieprzydatną, o czym przekonacie się, sprawdzając to hasło w indeksie na końcu książki1.