Naturalnie to nie tak, że wywiady innych państw nie połapały się, że Niemcy zmienili sprzęt szyfrujący. Nie wiem, jak jest dzisiaj, ale wtedy każdy śledził każdego i agenci wszystkich państw nasłuchiwali każdej możliwej wiadomości, później próbując ją rozszyfrować. Szybko się zorientowano, że Niemcy coś kombinują. Pierwsi za łamanie kodu zabrali się Anglicy, ale szło im to równie żałośnie jak wskrzeszenie Top Geara bez Clarksona, Maya i Hammonda. Przede wszystkim podeszli do sprawy od totalnie złej strony – założyli, że szyfry nie są generowane przez maszynę, tylko mają jakiś klucz odnoszący się na przykład do jakiejś książki. Wiecie, że przykładowo kluczem jest książka Historia Bez Cenzury 2: Polskie Koksy i szyfrowanie polegało na tym, że nadawano komunikat: „69,4,7”, po czym osoba po drugiej stronie brała książkę do ręki, otwierała na stronie 69, namierzała czwartą linijkę, a w niej siódme słowo i już wiedziała, że chodzi o słowo „powstanie”. Inni angielscy kryptolodzy myśleli, że klucz polega na czym innym, i szukali charakterystycznych powtórzeń, na podstawie których z kontekstu z czasem mogliby rozszyfrować język.