To nie nasze dzieci, rzecz jasna, choć prawie: chodzi o dwóch młodszych braci i siostrę Gale’a, i o Prim. Można by jeszcze dorzucić nasze matki, bo jak by sobie bez nas poradziły? Kto napełniłby wiecznie głodne brzuchy? Choć oboje codziennie polujemy, zdarza się, że trzeba wymienić zdobycz na smalec, sznurowadła albo wełnę, i położyć się spać, gdy kiszki marsza grają.
– Nie chcę mieć dzieci, nigdy – mówię.
– Ja bym mógł. Gdybym tu nie mieszkał – twierdzi Gale.
– Ale tu mieszkasz – irytuję się.
– Mniejsza z tym – prycha.
Ta rozmowa nie ma sensu. Wynieść się stąd? Jak mogłabym zostawić Prim, jedyną osobę na świecie, którą na pewno kocham? Gale też jest blisko związany z rodziną. Nie możemy uciec, więc po co o tym mówić? A nawet gdyby… Nawet gdyby… Skąd pomysł, żeby gadać o dzieciach? Gale’a i mnie nigdy nie łączyło nic romantycznego. Kiedy się poznaliśmy, byłam kościstą dwunastolatką, on jednak, zaledwie o dwa lata starszy, już wtedy wyglądał jak mężczyzna. Sporo czasu minęło, nim się zaprzyjaźniliśmy, przestaliśmy targować przy każdej wymianie i zaczęliśmy się nawzajem wspierać.