Poza tym, jeśli Gale’owi zachciałoby się dzieci, bez trudu znalazłby sobie żonę. Jest przystojny, dostatecznie silny, żeby poradzić sobie w kopalni, i umie polować. Wystarczy spojrzeć na szepczące dziewczyny, które mija w szkole. Od razu widać, że mają na niego ochotę. Jestem zazdrosna, ale z nie typowych powodów. Ze świecą szukać dobrego partnera do polowań.
– Co chcesz robić? – pytam. – Możemy polować, łowić ryby, albo zbierać.
– Chodźmy nad jezioro. Zarzucimy wędki i poszukamy czegoś w lesie. Wieczorem zjemy coś smacznego – proponuje.
Wieczorem. Po dożynkach wszyscy powinni świętować. Mnóstwo ludzi rzeczywiście świętuje, z ulgi, że ich dzieci oszczędzono do następnego roku. Co najmniej dwie rodziny zamkną jednak okiennice, zaryglują drzwi i zatopią się w rozmyślaniach o tym, jak przetrwać ból najbliższych tygodni.
Dobrze sobie radzimy. Drapieżniki nie zwracają na nas uwagi, gdy nie brak im łatwiejszej i smaczniejszej zdobyczy. Przed południem mamy już tuzin ryb i torbę zieleniny, oraz, co najlepsze, prawie pięć litrów poziomek. Kilka lat temu natrafiłam na poziomkową polanę, ale to Gale wpadł na pomysł, żeby rozciągnąć wokół niej siatkę, która zniechęci zwierzęta.