Igrzyska śmierci
Suzanne Collins — Dla dzieci

Czeka na mnie wanna z gorącą wodą. Zeskrobuję brud i pot z lasu, nawet myję włosy. Ku swojemu zdumieniu widzę, że mama przygotowała dla mnie jedną ze swoich ślicznych sukienek, błękitną, z butami do kompletu.

– Na pewno? – pytam. Staram się okazać dobrą wolę. Przez pewien czas byłam tak wściekła, że nie pozwalałam, aby cokolwiek dla mnie zrobiła. To coś wyjątkowego. Mama ma ogromny sentyment do swoich ubrań z dawnych lat.

– Oczywiście. Upniemy ci włosy, dobrze? – Nie protestuję, kiedy ręcznikiem suszy je i zaplata w warkocz, który upina na czubku głowy. Ledwie poznaję siebie w pękniętym, opartym o ścianę lustrze.

– Pięknie wyglądasz – szepcze Prim.

– I jestem w ogóle do siebie niepodobna – dodaję i ją obejmuję, bo wiem, że najbliższe godziny będą dla niej koszmarem. To jej pierwsze dożynki. Jest w miarę bezpieczna, ma tylko jeden wpis. Nie pozwoliłabym jej wziąć nawet jednego astragalu na żywność. Ale ona martwi się o mnie, obawia, że stanie się najgorsze.