Chociaż przekraczanie granicy lasu jest zakazane, a kłusownikom grożą najsurowsze kary, przychodziłoby tu więcej ludzi, gdyby tylko mieli porządną broń. Większości brak odwagi, żeby wyruszyć na łowy z samym nożem. Łuki takie jak mój to rzadkość, ojciec zrobił kilka sztuk, a ja ukrywam je w lesie, starannie zabezpieczone przed wilgocią. Ojciec mógł sporo zarobić na ich sprzedaży, ale gdyby władze się o tym dowiedziały, zostałby publicznie stracony za podżeganie do buntu. Większość Strażników Pokoju przymyka oko na polowania garstki myśliwych, w końcu strażnicy są tak samo spragnieni świeżego mięsa jak wszyscy. Co więcej, należą do naszych najlepszych klientów. Władze nigdy jednak nie dopuściłyby do sytuacji, w której ktoś zbroiłby mieszkańców Złożyska.
Po nastaniu jesieni nieliczni śmiałkowie zakradają się do lasu na jabłka. Zawsze jednak trzymają się blisko Łąki, gotowi umknąć z powrotem do bezpiecznego Dwunastego Dystryktu, gdy tylko pojawi się zagrożenie.
– Dwunasty Dystrykt – mamroczę. – Tu możesz bezpiecznie umrzeć z głodu.
Pośpiesznie oglądam się przez ramię. Nawet tutaj, na kompletnym odludziu, człowiek się obawia, że ktoś go podsłucha.