– Mieszkasz tu już kilka lat. I należysz do gatunku ludzi, którzy lubią ekshibicjonizm plażowy.
Domański przez moment sprawiał wrażenie, jakby miał zamiar coś dodać, ale ostatecznie machnął ręką.
– Jak możesz się domyślić, tym razem nie chodzi o opalanie się – bąknął.
– A zatem o co?
– Znaleziono zwłoki w wodzie… a właściwie na wodzie.
Edling musiał przyznać, że obecność samego prokuratora okręgowego i fakt, że zjawił się z powodu zabójstwa, budziły w nim pewną ciekawość. Użyty przez Domańskiego przyimek tylko pogłębiał zainteresowanie Gerarda.
– Na wodzie? – spytał. – Masz na myśli to, że ciało znajduje się na jakiejś łódce?
– Niezupełnie.
– Co znaczy, że niezupełnie?
– Do cholery, Edling… – mruknął Konrad. – Najlepiej będzie, jeśli to zobaczysz.
Gerard nie miał zamiaru się wzbraniać. Szybko zostawił synowi liścik na stole, po czym narzucił jasną marynarkę i płaszcz. Swojego nieodzownego czarnego krawata nie miał zamiaru wiązać, wychodząc z założenia, że na miejscu przestępstwa na niewiele się zda.