Wygląda na to, że moja prośba o ciszę sprawia mu pewną ulgę. Przechyla się przez barierkę i wpatruje w ulicę. Jego ramię bezwładnie zwisa po drugiej stronie. Przez jakiś czas trwa w tej pozycji, a ja cały czas mu się przyglądam. Prawdopodobnie o tym wie, ale najwyraźniej mu to nie przeszkadza.
– W ubiegłym miesiącu z tego dachu spadł jakiś facet – mówi.
Normalnie zdenerwowałby mnie jego brak poszanowania dla mojej prośby o ciszę, ale jestem lekko zaintrygowana.
– Wypadek?
Wzrusza ramionami.
– Nie wiadomo. To się stało późnym wieczorem. Jego żona twierdziła, że przygotowywała kolację, a on powiedział, że idzie na dach, żeby pstryknąć kilka zdjęć zachodzącego słońca. Był fotografem. Uznano, że przechylił się przez balustradę, żeby uchwycić panoramę, i się poślizgnął.
Spoglądam na balustradę, zastanawiając się, jak ktokolwiek mógłby z niej spaść przez przypadek. Potem jednak przypominam sobie, że zaledwie przed chwilą sama na niej siedziałam.