– Chcesz usłyszeć coś, o czym wiedzą tylko miejscowi?
– Jasne – odpowiada, znowu skupiając na mnie uwagę.
Pokazuję na wschód.
– Widzisz ten budynek? Ten z zielonym dachem.
Kiwa głową.
– Za nim, przy Melcher, stoi drugi budynek. A na nim trzeci. To pełnoprawny dom wzniesiony na dachu tamtego. Z ulicy go nie widać, a sam budynek jest tak wysoko, że niewiele osób o nim wie.
Chyba zrobiło to na nim wrażenie.
– Naprawdę?
Kiwam głową.
– Zauważyłam go, kiedy siedziałam na Google Earth, więc sprawdziłam, o co chodzi. Okazuje się, że pozwolenie na budowę wydano w tysiąc dziewięćset osiemdziesiątym drugim roku. Byłoby super, nie? Mieszkać w domu stojącym na innym budynku.
– Miałabyś dla siebie cały dach – zauważa.
O tym nie pomyślałam. Gdyby dom był mój, mogłabym założyć na górze ogród. Miałabym ujście dla swoich frustracji.
– Kto w nim mieszka? – pyta.
– W zasadzie nie wiadomo. To jedna z wielkich bostońskich tajemnic.
Śmieje się, a potem uważnie mi się przygląda.
– A jakie są pozostałe wielkie bostońskie tajemnice?
– Twoje imię. – Gdy tylko wypowiadam te słowa, walę się ręką w czoło. Zabrzmiały tak tandetnie, że pozostaje mi tylko śmiać się z samej siebie.
Uśmiecha się.