Nie udało się. Wszystko spaprała. Teraz już to wiedziała. Nie udało jej się życie. Mańki nie posłuchała. Norberta skrzywdziła. Żonę Artura krzywdziła przez kilka lat. Siebie też. W końcu nastąpił kres tego od początku chorego układu. Artur miał mieć dziecko. Musiała się z nim pożegnać. Dopiero teraz zaczynała żałować ostatnich lat, podczas których zawodowo osiągnęła wiele, ale osobiście? Chyba nawet cofnęła się w rozwoju. Nie miała nic. Dobrze, że była przy niej Mańka. Nieważne, że teraz buszowała w jej garderobie, w nosie mając porządek. Wciąż słyszała nerwowe trzaskanie szufladami.
– Gdzie walizka?! Słyszysz, o co pytam?!
– Po prawej stronie na górze! – odkrzyknęła, wiedząc, że opór jest daremny.
– Którą chcesz? Zieloną czy granatową?
– Obojętnie.
Usiadła na łóżku. Nie miała wyjścia. Musiała wstać. I udawać, że otrzepuje się z przeszłości. Trwać przy życiu, trzymając się terapeutycznych kruczków. Żyć z pamięcią o Arturze. Miała w końcu, co chciała, jak mawiała Mańka.
– Biorę zieloną, żeby było optymistycznie. A kto wie? Może naprawdę poznasz jakiegoś fajnego Chorwata?
– Nie chcę nikogo poznawać – stęknęła żałośnie.