Wstała z łóżka. Bardzo bolała ją głowa. Nie chciała narażać się na kolejne głośne występy Mańki. Zerknęła w dół przez balustradę antresoli. Stęknęła kolejny raz, chociaż zobaczyła dokładnie to, czego się obawiała i spodziewała. Przed drzwiami prowadzącymi do garderoby leżała rozdziawiona walizka, a Mańka wrzucała do niej ciuchy, nie bacząc na to, że przed tym rzutem większość z nich poskładana była w kostkę.
Spotkały się wzrokiem.
– Ani słowa! Idziesz się kąpać! Znaj moje dobre serce, masz na to aż piętnaście minut. Żebyś ty w głowie miała tak poukładane jak na tych półkach! – Mańka prychała z niezadowoleniem.
– Znam takich, którzy uważają, że jestem bardzo mądra – odgryzła się, musiała w końcu zacząć się bronić.
– Wyobraź sobie, że ja w sumie też tak uważam – przyznała Mańka z szelmowskim uśmieszkiem.
– To po co ta durna gadka? – zapytała, schodząc ze schodów i nie patrząc na przyjaciółkę.
– Z radości! – odparowała Mańka.
– Z radości? – nie zrozumiała.
– No, że ten ciul zniknie w końcu raz na zawsze z twojego życia.
– Jeśli nie chcesz, żebym znów wróciła na górę, to bądź tak miła i się zamknij – zagroziła słabym głosem.