Nie miała na nic siły. Nawet na kąpiel, nawet na to, żeby stanąć pod strumieniem przyjemnie ciepłej wody. Tęskniła za Arturem. Tęskniła, choć nie chciała. Za jego dotykiem. Za nocami z nim, które prawie nigdy nie kończyły się wspólnymi porankami. Tęskniła, chociaż jego wczorajsze słowa dudniły w jej głowie niczym hałas nadjeżdżającego pociągu.
– Zamykam się, ale nie możesz zabronić mi cieszyć się z takiego obrotu sprawy. Już dziś wieczorem zamierzam upić się z tego powodu. Zresztą ty też to zrobisz, nie martw się. Zapijemy twoje smuteczki na katamaranie. Zobaczysz, od razu spojrzysz na wszystko inaczej. Już w strefie bezcłowej kupię ci coś ciemnego i słodkiego, doleję do tego jeszcze większych delicji, łykniesz sobie raz, drugi i świat wyda się znowu piękny. Gwarantuję ci, że…