Więcej słów rozradowanej Mańki nie usłyszała, bo odkręciła kran z ciepłą wodą. Stała pod prysznicem. Trzęsły jej się nogi. Gorące strumienie lecące z góry piekły najpierw głowę, a później dobierały się do każdego najmniejszego skrawka skóry, którego już nigdy miał nie dotknąć Artur. Znów płakała. Przy wtórze relaksacyjnego strumienia i monologu Mańki, która nie przeszkadzała sobie i wylewała z siebie potoki słów.
Mańka uwielbiała mówić. Nawet wtedy gdy nie utrzymywała kontaktu wzrokowego ze słuchaczem. Mówienie sprawiało jej tak niewymowną przyjemność, że spokojnie mogłaby pracować w radiu. Natomiast ubierała się i stroiła tak, jakby codziennie występowała w telewizji. Mańka była bardzo kobieca, niewysoka, zawsze dobrze ubrana, jeszcze lepiej umalowana i wyfryzowana. Była puszysta, ale tak apetyczna, że na męskie spojrzenia w jej towarzystwie inne kobiety nie miały szans.
Stała pod prysznicem bez ruchu i choć miała zamknięte i zapłakane oczy, to zobaczyła uśmiech Mańki i usłyszała jej dawno wypowiedziane słowa: „Anka, ty się, nie daj Boże, nie ustawiaj obok mnie do zdjęć, bo wyglądam przy tobie jak kajzerka przy bagietce!”.