Gdyby nie to, że wciąż tkwiła na skraju rozpaczy, pewnie na dźwięk ostatnich słów Mańki zaniosłaby się śmiechem. Nie tym razem. Nie była w nastroju, choć Mańka robiła wszystko, by ją rozbawić. Jak to Mańka. Specjalistka od stawiania do pionu, rozśmieszania, rządzenia i tym podobnych. Mańka – ministra dobrych nastrojów.
Siedziała w salonie domu Mańki i nie mogła uwierzyć, że wszystko toczyło się normalnie, skoro jeszcze dzisiejszego poranka była przekonana, że jej osobiste życie zatrzymało się raz na zawsze. Obserwowała Mańkę, nie mogąc się nadziwić, z jaką mnogością spraw przyjaciółka potrafiła sobie radzić, w dodatku w zastraszającym tempie i w warunkach sporych ograniczeń czasowych.
Przy drzwiach stała jej zielona walizka. Zapakowana szybko i byle jak, ale to już nie było ważne. Mańka właśnie ustawiała obok swoją, oczywiście dwa razy większą. Mańka uwielbiała ciuchy, buty, torebki, biżuterię i wszystko, co sprawiało, że czuła się jeszcze bardziej kobieco.
– Dziewczyny!!! – Mańka wrzasnęła tak głośno, że szyby w oknach się zatrzęsły.