Mańka nie tylko była kobieca. Była też hałaśliwa. Bardzo chaotyczna. Jednak pozorny chaos, który wokół siebie tworzyła, był metodyczny, zatem prowadził do życiowego postępu. Tak jak na przykład w tej chwili. Jeden okrzyk Mańki wystarczył, by z różnych części rozległego parterowego domu wypełzły dzieci, a nawet teściowa, zwana przez wszystkich członków rodziny Bunią.
– Czyli!!!
Mańka podniosła obie dłonie obciążone jak co dzień długimi, zawsze czerwonymi paznokciami i złotymi pierścionkami o okazałych rozmiarach. Po jednym na każdej dłoni.
– Słuchać mnie teraz uważnie! Zasada pierwsza! Słowa Buni są święte. Żadna z was z nimi nie dyskutuje. Ty, Pola, też nie! – Mańka wbiła wzrok w swą najstarszą córkę.
Nieprzypadkowo, ponieważ szesnastolatka poszła w ślady matki i przez to do pokornych i grzecznych nie należała już od najmłodszych lat.
– No i co dalej? – zapytała Pola, choć jej mina nie wyrażała najmniejszego zainteresowania słowami, które padły i miały jeszcze paść z ust matki.
– Chodzicie grzecznie do szkoły przez cały tydzień! Uczycie się, odrabiacie lekcje, nie pyskujecie. Na wszystkie zajęcia dodatkowe w tym tygodniu zawiezie was tato.