Co więcej, do tej zabawy zapraszała dziewczyny z licealnej paczki. Ściślej: trzy dziewczyny i jednego chłopaka. Trzymali się razem od początku szkoły średniej. Może nie spotykali się zbyt często, czego powodem była wymagająca codzienność, jednak byli ze sobą blisko. Damska część ich paczki tworzyła jakby dwa duety, a mężczyzna był ich przewodnikiem duchowym. Mańka stanowiła parę z nią, z Anką. Były pierwszym duetem. Drugi to Kaśka i Basia. Rafał zaś, zwany Rafciem, dryfował bez najmniejszego stresu i z ogromnym wdziękiem pomiędzy babskimi duetami, wczuwając się w ich potrzeby. Był to układ doskonały. Nikogo niemęczący, a wszystkim przynoszący wiele korzyści. Rozszerzona symbioza. Każdy z uczestników tej symbiozy był inny, co innego w życiu robił. Każdemu bardziej lub mniej ułożyło się życie. Anka akurat dziś miała wrażenie, że to jej życie wcale się nie ułożyło. Mańka, chociaż się rozwiodła i to z przytupem, to znaczy z alimentami nie tylko na córki, lecz także na siebie, wiodła życie może nie usłane różami, ale takie, w którym odnajdywała się doskonale, zwykle z uśmiechem na ustach. Kaśka pracowała jako fizjoterapeutka bez reszty oddana zawodowi.