W tej chwili patrzyła na Mańkę i pluła sobie w brodę, że jej nie posłuchała. Właśnie sprawdzał się najczarniejszy ze scenariuszy. Artur nie odszedł od żony. To z niej zrezygnował. Ona była tą mniej ważną, tą, do której można powiedzieć „żegnaj”. Czuła się tak, jakby nie tylko jej ręka wylądowała w nocniku. Przełykała łzy, chociaż bardzo starała się ich już nie ronić. Patrzyła na dziewczynki, na Bunię, na Mańkę, która w poszukiwaniu nie wiadomo czego kręciła się wokół własnej osi. Marzyła o tym, by znów zakopać się w pościeli i zapomnieć o świecie. Jednak nie mogła pozwolić sobie na taki luksus. Musiała tkwić na kanapie w salonie Mańki. Serce miała w strzępach, ale starała się tego nie pokazywać. Pola jednak rzucała w jej stronę badawcze spojrzenia i gdy tylko Mańka skończyła swą matczyną odezwę do niedorosłego narodu, przysiadła się do niej.
– Ciociu, ale ty to minę masz taką, jakbyś wyjeżdżała do pracy na polu ryżowym, a nie na katamaranowe wakacje w Chorwacji.
– Życie… – odpowiedziała, walcząc ze łzami.
– Sir Artur cię zostawił? – zapytała nastolatka, dając dowód, że w domu Mańki nigdy nie było tajemnic ani tematów tabu.