To był dom otwarty. Nie tylko dla ludzi, ale także na ich radości i zmartwienia.
W tym momencie nie było jej stać na odpowiedź. Mogła sobie pozwolić tylko na niemrawe wzruszenie ramionami. Innych wzruszeń miała aż nadto.
– Nie przejmuj się, ciociu. Olej to. Faceci są beznadziejni. Pogódź się z tym. Przestań szukać księcia z bajki, bo jemu i tak podoba się tylko śpiąca lala. Walić to! A na katamaranie baw się dobrze. Narka!
Poczuła na policzku ciepłego całusa własnej chrześnicy, a zaraz po nim następne. Po jednej stronie miała już Laurę, po drugiej Igę.
– Co wam przywieźć? – zapytała, usiłując zebrać siły, które miały jej pomóc dźwignąć się z kanapy i jakimś cudem przeżyć wakacje, na które czekała cały rok.
– Dla mnie – koncert życzeń zaczęła Iga – bransoletkę z muszelek i w ogóle dużo muszelek, takich wiesz… luzem, żebym mogła się z nimi kąpać.
– A dla mnie… może magnes na lodówkę… – nieśmiało zaproponowała Laura, która nigdy nie miała wygórowanych wymagań.
– Dobrze, postaram się was nie zawieść.
– Sio!!! – podniosła głos Mańka i rozgoniła towarzystwo kokoszące się na kanapie. – Ruchy, ruchy, panno Anno, szofer właśnie zajechał.