Udało się. Dokonała cudu. Wstała z kanapy i ucałowawszy dziewczynki oraz Bunię, podążyła za Mańką, choć jak nie na swoich nogach.
– Do widzenia, kochane – powiedziała Bunia – bawcie się dobrze. Odpoczywajcie. Nie myśl Maniu o dziewczynkach, ja tu wszystkiego dopilnuję. Będzie, jak należy.
– Przecież wiem, Buniu… gdyby nie to, nie zrobiłabym ani jednego kroku za próg tej rezydencji. Poza tym jakby co, przecież wiesz, co robić. – To mówiąc, Mańka utkwiła uśmiechnięte spojrzenie w teściowej i szarpnęła za dwie walizki stojące tuż przy drzwiach.
– Przecież wezmę swoją – słabo zaoponowała.
– Wychodź, nie gadaj! – huknęła Mańka. – Pa, dziewczynki! Ostatni raz przypominam, że jak mnie nie ma, słowa Buni są święte. Zresztą jak jestem, to też! Zrozumiano?!
– Taaak! – odkrzyknęły Laura i Iga jak na komendę.
– Pola, a ty zrozumiałaś?
– Ja wohl! – odkrzyknęła Pola, kolejny raz sugerując matce, że ta zachowuje się, jak na okupanta przystało.
– Świetnie! Bo jeśli będzie coś nie tak, to zapomnij o osiemnastce Łukasza!
– Nie szantażuj mnie! – Pola wrzasnęła identycznie jak matka.