– Posłuchaj! Czekałyśmy na ten wyjazd cały rok. Z wielkim wysiłkiem dograłyśmy, żeby wszystkim wszystko pasowało. Mężom, eksmężom, teściowym, dzieciom, a głównie nam. Dlatego nie pozwolę, żebyś wyrąbała się na ostatniej prostej i z nami nie pojechała. Rozumiesz?!
– Rozumiem, ale…
– Nie ma żadnego ale! Wyłaź z tego barłogu, popatrz na mnie i sama przyznaj, że ten przybłędowiec Artur znów jest powodem twojej podróży na dno rozpaczy! – wrzasnęła Mańka, po czym szepnęła jakby tylko do siebie: – Przecież powinnam się już do tego przyzwyczaić. Nieprawdaż?!
Ostatnie słowo wymówiła znów podniesionym głosem.
– Dałabym wszystko, żebyś nie miała racji, ale niestety jak zwykle ją masz – odparła w miarę normalnym głosem, który zadziwił ją samą.
– W takim razie wyłaź spod warstwy ochronnej i mów, co się stało tym razem!
Mańka ewidentnie traciła cierpliwość. W traceniu cierpliwości nie miała sobie równych, zatem lepiej, by czym prędzej posłuchała przyjaciółki. Delikatnie uchyliła kołdrę.
– Powiedziałam „wyłaź!”, a nie udawaj łóżkowego zwiadowcę!