Jeśli zatęsknię
Anna Ficner-Ogonowska — Literatura

Mańka nie czekała na jej reakcję. Przystąpiła do ataku. Szarpnęła granatową satynę tak mocno, że kołdra wylądowała na podłodze obok szerokiego łóżka o zimnej białej i fikuśnie powyginanej ramie.

– Jak można takie długie nogi aż tak pozawijać?!

We wzroku Mańki dostrzegła uznanie. Patrzyły na siebie w milczeniu, które oczywiście zwyczajowo miało za moment minąć za sprawą Mańki.

– Ktoś ci umarł, że aż tak się zryczałaś?!

W odpowiedzi kiwnęła tylko głową.

– Kto?!

W głosie przyjaciółki słychać było lekką niepewność.

– Miłość – odpowiedziała natychmiast i znów zaniosła się płaczem.

Do tej pory starała się powstrzymać przy Mańce spazmatyczne ataki płaczu, żeby nie dostać od razu po łbie za histeryzowanie.

– Chyba żartujesz?! – Głos Mańki był kpiący. – Przecież ta twoja tak zwana miłość była trupem od samego początku.

– Nie mów tak – poprosiła, żałując, że nie może schować się nie pod kołdrą, ale gdzieś w okolicy jądra Ziemi.