– Ja nie szantażuję! Ja ostrzegam i przemawiam do wyobraźni! – Mańka chciała jeszcze coś dodać, ale Pola weszła jej w słowo i w dodatku zmieniła ton.
– Mamo, daj spokój! Ojciec dyrektor już przyjechał.
– Ojciec? – Anka zerknęła na Mańkę.
– I co się dziwisz? Eks we własnej osobie, nie będę przecież traciła kasy na taksówki. Pa! – Pomachała córkom.
Wyszły przed dom. Mańka postanowiła dodać jeszcze kilka słów tytułem wyjaśnienia.
– Niech mnie Paździoch wozi! Zawsze wyda na mnie trochę więcej kasy. Im więcej na mnie, tym mniej na Małpiszona.
Małpiszonem Mańka nazywała całkiem nowiusieńką żonę swojego starego, paskudnego i przechodzonego męża. Właściwie chciała nazywać ją Urwiszonem, a tak naprawdę to…
– Witam szanowne panie – uśmiechnął się Wiktor, otwierając przed nimi drzwi samochodu.
Najpierw przed byłą żoną oczywiście. Dopiero później przed jej przyjaciółką.
– Cześć – przywitała się, podczas gdy Mańka rozkazała eksmężowi, by zajął się bagażami.
– To co? Na lotnisko? – zapytał Wiktor, zajmując fotel kierowcy w swej, jak ją nazywała Mańka, obciachowo wypasionej furze.
– No, przecież nie do magla! – Jego była żona od razu podniosła głos.