– Nie – odparł Edling, starając się, by jego ton nie doprowadził do żadnej eskalacji. – Wszystko to, o czym mówiłaś, musiało pozostawić ślady, łącznie z uszkodzeniem zamka w drzwiach. Nawet gdyby ktoś miał interes w ich zacieraniu, nie byłoby to tak łatwe. Nie kiedy sprawa ewidentnie weszła na drogę formalną.
Przez moment mierzyli się wzrokiem, po czym Gerard wstał i bez słowa podszedł do drzwi. Powstrzymał się jednak przed ich otwarciem.
– Dobrze wyglądasz – oznajmił, ustawiony tyłem do Gośki.
– Dzięki. Ty starzejesz się niczym naprawdę dobre mleko.
Edling docenił ten przytyk cichym mruknięciem.
– Dawno przyjechałaś? – spytał.
– Wczoraj.
– Mogłaś dać znać.
– Mogłam – przyznała. – Ale uznałam, że lepiej będzie, jeśli w ogóle się z tobą nie spotkam.
Nie mógł wstrzymać lekkiego uśmiechu na ustach, choć gdyby Gośka mogła go zobaczyć, z pewnością postarałby się bardziej.
– To nieźle ci poszło – odparł.
– Zamknij się – poradziła. – I idź ustalić, co się stało w sprawie Nowosielskiej.
Otworzył drzwi, po czym jeszcze raz zapewnił, że zaraz wróci, i wyszedł na korytarz. Nie ruszył od razu w kierunku gabinetu Kacpra Fabischa, potrzebował chwili spokoju, by pozbierać rozrzucone myśli.