Kabalista
Remigiusz Mróz — Kryminalne i sensacyjne

Edling mruknął coś pod nosem, a potem odkroił niewielki kawałek swojej porcji. Zażyczył sobie całkiem suchych, niepolanych niczym i pozbawionych cebulki ruskich. Jadał tak, od kiedy pamiętała.

– Naprawdę tego nie doceniasz – oznajmiła, nie przestając przeżuwać.

– Czego?

– Tych pierogów.

– Doceniam.

– Masz je na co dzień, trzy minuty na autonogach z prokuratury.

– Co nie znaczy, że…

– I jesteś tu co drugi dzień – ucięła.

Nie miała najmniejszych wątpliwości, że faktycznie tak jest. Wiele rzeczy mogło zmieniać się w życiu Gerarda, ale z pewnością nie to, że notorycznie chodził na obiady do „Pierożka”. Nie on jeden. W godzinach szczytu właściwie nie było tu szansy na znalezienie wolnego stolika.

– Dobra – rzuciła, krojąc pieroga na pół. – Mów, czego się dowiedziałeś od tego Fabischa.

Zaczęła żwawo przeżuwać, przyglądając się Edlingowi.

– Cóż…

– Bez wybiegów. Prosto z wiaduktu.

– W porządku – odparł, a potem odłożył sztućce.

Mimo tej demonstracji gotowości, by powiedzieć jej o wszystkim bezpośrednio, Gocha odniosła wrażenie, że coś go powstrzymuje. A może postanowił zachować jakieś informacje dla siebie?

Bez znaczenia. I tak wszystko z niego wyciągnie – miała w tym wieloletnie doświadczenie.