– Spróbuj.
– Nie.
Nie było najmniejszego sensu go przekonywać, savoir-vivre w tej kwestii dość jasno dyktował Edlingowi warunki gry.
– To zjedz kawałek – rzuciła Gocha.
– Teraz?
– Teraz.
Pokręciła głową, orientując się, że cała sytuacja przynosi mu dziwną satysfakcję. Przeżuwał spokojnie i powoli, jakby moment milczenia jeszcze wzmagał to jego samozadowolenie.
Kiedy wreszcie skończył, znów odłożył sztućce. Oczywiście na godzinie ósmej i czwartej – ale tak, by się nie krzyżowały, zupełnie jakby znajdował się w knajpie, w której należy sygnalizować obsłudze, że robi tylko pauzę, a nie prosi o dokładkę.
– Laura potrzebowała czasu – podjęła Gośka. – Nie ona pierwsza i niestety nie ostatnia. Wiele kobiet nigdy nie decyduje się nikomu o tym mówić, a ty się dziwisz, że dziewczyna przyszła po dwóch miesiącach?
– Nie powiedziałem, że się dziwię.
– Ale że Fabisch się dziwił.
– Tego też nie powiedziałem – odparł Gerard. – Była to tylko jego pierwsza wątpliwość, która sama w sobie nie wystarczyłaby, by uznać zeznania za niewiarygodne.
– Więc co wystarczyło?
– Po pierwsze, w mieszkaniu nie było żadnych śladów włamania.