– I co w związku z tym? – odparła Rosa. – Nigdy nie słyszałeś o ludziach, którzy potrafią wytrychem otworzyć zamek? Dorobić niepostrzeżenie klucz? Wejść przez okno? Nie zapominaj, że ona mieszka na parterze.
– Nie zapomniałem, bo o tym nie wiedziałem – zauważył Edling.
Gocha nabrała płytko tchu i też odłożyła sztućce. Nie tak starannie jak Gerard, w jej wypadku nóż i widelec były oparte na talerzu i dotykały stołu. Ewidentne faux pas, ale niespecjalnie się tym przejmowała.
– Nie wiesz też o czymś jeszcze – oznajmiła Rosa.
– O czym?
– Że prawdopodobnie ten sam facet próbował dziś w nocy włamać się do mojej ciotki.
– Co proszę?
– Pogoniłyśmy go, krzycząc, że wzywamy policję – dodała Gośka.
Wyraz twarzy Edlinga momentalnie się zmienił. Czasem trudno było uwierzyć, że człowiek, który bacznie kontroluje każdy mięsień, tak szybko poddaje się emocjom. Tak jednak było. I Gocha doskonale o tym wiedziała.
W tej chwili Gerard wyglądał, jakby miał zamiar poderwać się na równe nogi i zacząć samemu szukać włamywacza.
– Obudziłam się w porę, kiedy majstrował przy zamku – podjęła czym prędzej Rosa. – Udało mu się raz go przekręcić, więc niewiele brakowało.
Edling zacisnął mocno usta.