– Widziałam go przez wizjer – kontynuowała Gośka. – Miał dokładnie taką kominiarkę, jaką opisała Laura.
– Posłuchaj…
– Wszystko jest okej – ucięła czym prędzej, doskonale wiedząc, co usłyszy. – Nie potrzebujemy żadnej ochrony, a ślusarz wymieni zamek na porządniejszy.
– Mimo wszystko należałoby wezwać policję.
– Wezwałyśmy. Więcej jej nie potrzebujemy, dzięki.
– Gocha…
– Jesteśmy bezpieczne – ucięła na tyle stanowczo, na ile potrafiła. Nie wiedziała jednak, czy przyniesie to zamierzony efekt. – W każdym razie sam widzisz, że coś podejrzanego jest na rzeczy. Zjawiam się u dziewczyny, żeby opisać jej historię, a kilka godzin później ktoś próbuje się włamać do mieszkania mojej ciotki.
Gerard milczał.
– I jeślibyś nie zauważył, to ten ktoś ewidentnie potrafi otwierać zamki tak, by nie pozostawiać śladów.
– Wyślę chociaż radiowóz, żeby…
– Chcesz oczywiście zauważyć, że jakieś tam ślady zawsze zostają – kontynuowała. – Ale nikt nie badał zamka Laury. Wymieniła wszystkie na długo przed tym, jak zgłosiła się na prokuraturę. Fabisch nie widział więc tego, który sforsował napastnik.