– Które pochodzą od samej ofiary.
Zmierzyli się wzrokiem, próbując wybadać, na jakich pozycjach tak naprawdę stoją. Po prawdzie Gośka nie wątpiła, że koniec końców Edling zachowa się, jak na niego przystało. I miał nieco racji, twierdząc, że tylko referuje jej to, czego się dowiedział.
– Co jeszcze? – zapytała.
– Fabisch wysłał techników od mieszkania dziewczyny, licząc na jakieś ślady daktyloskopijne. Nie znaleziono żadnych, które nie należałyby do właścicielki.
– Może cię zaskoczę, ale gwałciciel miał rękawiczki. Szukanie jakichkolwiek odcisków palców było debilne z samego założenia.
Edling wzruszył ramionami, jakby chciał zasugerować, że to nie on prowadził postępowanie.
– Szukano też innych śladów – odparł.
– Jakich?
– Jakichkolwiek. Przepytywano także sąsiadów, ale nikt nic nie słyszał, nikt nic nie widział.
– Niespodzianka. Gwałciciel zachował ostrożność.
Gocha zdawała sobie sprawę, że testuje nieco cierpliwość Gerarda, ale trudno było powstrzymać emocje.
– Musisz odpowiadać sarkazmem? – spytał.
– Tak. Bo wkurwia mnie niemożebnie, kiedy zbiera się gremium facetów i decyduje, czy kobieta została zgwałcona.
– Nie zebrało się – odparł Edling. – Odmowę wszczęcia postępowania wydała Edyta.