Kilkakrotnie przerywała opowieść i sprawdzała, czy nadal zapewniają jej bezpieczeństwo. Im dłużej to trwało, tym bardziej Gocha uznawała, że „strach” nie jest odpowiednim określeniem jej emocji. Była to głęboka, pełna chorobliwego niepokoju groza, która nie pozwalała o sobie zapomnieć nawet na moment.
Kiedy Rosa zapytała, kogo się tak bardzo obawia, dziewczyna odpowiedziała krótko.
„Ich”.
Gośka na moment zacisnęła mocno powieki, jakby dzięki temu mogła wymazać spod nich cały świat. Rankiem będzie potrzebowała świeżego, działającego na najwyższych obrotach umysłu.
Musi zażyć choć kilku godzin snu.
Obróciła się na jeden bok, potem na drugi. Spała w swoim dawnym łóżku, w niewielkim domu cioci Wandy. Spodziewała się, że umysł zareaguje pozytywnie na niegdyś doskonale znane otoczenie, okazało się jednak, że jest wprost przeciwnie.
Czuła się tu obco, dom stał się nieznajomy.
Nie chciała jednak nocować w hotelu, a swoje mieszkanie przy Ozimskiej sprzedała krótko po wyjeździe do Warszawy. Nigdy nie zamierzała tu wracać. Nie chciała nadziać się na wszystkie wspomnienia, z którymi wiązało się to miasto.