Ze względu na to, że Edyta Osak-Moniewska sama jednak podjęła decyzję, musiała w niej trwać. Podobnie działało to wszędzie.
Gocha lekko się uśmiechnęła, a potem odkroiła kawałek pieroga.
– Jesteś pierwszą osobą, która uśmiecha się do farszu – ocenił Edling.
– Nie szczerzę się do niego, tylko do ciebie.
– Z jakiej okazji?
– Takiej, że chcesz, żebym zajęła się tą sprawą.
– Doprawdy?
– Mhm – potwierdziła z pełnymi ustami. – Czyli musi być w niej coś, co spowodowało, że uznałeś decyzję Osak-Moniewskiej za dętą.
Gerard powiódł wzrokiem na boki, a potem na powrót zajął się swoim daniem. Gocha musiała odczekać, nim przeżuje, choć w zgodzie z dobrymi manierami brał kęsy tak małe, by nie trwało to długo – oraz by w razie czego mógł szybko przełknąć i odpowiedzieć.
– Czego się dowiedziałeś, Gero? – zapytała.
Odłożył sztućce, znów sugerując jedynie pauzę w jedzeniu.
– Dziewczyna dziś rano zaginęła.
Gocha niemal się popluła.
– Że co? – wypaliła.
– Wyszła z domu i…
– Ona nie wychodzi od roku.
– Tak, wiem.
– W takim razie…
Gerard czekał, aż rozmówczyni dokończy, ale po chwili stało się jasne, że nie wejdzie jej w słowo.