Kajś
Zbigniew Rokita — Reportaż historyczny

To prawda, o lwowskich przodkach też nie wiedziałem zbyt wiele, ale te kilka ułamków wystarczało, bo resztę wchłaniałem z otoczenia przez osmozę. Tożsamość lwowska, ten cały kresymentalizm, to była tożsamość pierońsko prosta, z gotową instrukcją obsługi. Używać jej uczono mnie w filmach, w książkach, w szkole pisałem kartkówki z Kresów, które tłumaczyli mi Mickiewicz, Miłosz, Sienkiewicz, a nikt nie opowiadał mi przecież najbliższego Górnego Śląska. Przedwojenny Lwów był dla mnie czymś namacalnym, oglądałem go na fotografiach, a zdjęć starych Gliwic nie znałem.