Kajś
Zbigniew Rokita — Reportaż historyczny

Aż do dorosłości podświadomie dzieliłem przeszłość mojej śląskiej rodziny na złożone z kilku apokryfów czasy niemieckie przed 1945 rokiem i najzupełniej realne polskie powojnie. Czułem, że to, co działo się tu „za Niemca”, było zmyśleniem. Nie wierzyłem w historię Gliwic. Nic nie wskazywało na to, by w mojej dzielnicy mógł istnieć kiedyś świat tak odmienny od tego, który znałem. Cesarstwa – myślałem – mogą być w Persji czy Bizancjum, ale nie tu, nie nad rzeczką Ostropką. Trzecia Rzesza nie miała prawa wydarzać się przed domem Friedków ani na polu za Jondami. Na Górnym Śląsku miałem poczucie, że czasy, które przeżyli moi wciąż żyjący sąsiedzi, nigdy nie istniały, a w Krakowie inaczej: tam wydawało mi się, jakby Jagiellonowie, ba, Piastowie, dopiero co opuścili Wawel.

Myślę, że dlatego tak łatwo opowiedziałem i uwierzyłem samemu sobie, że w moim domu mieścił się hitlerowski burdel, a pradziadek był ostatnią ofiarą wojny – którejś na pewno, a może obu. Skoro ta przedwojenna kraina była zmyślona, mogłem pastwić się nad nią do woli.