Kasprowy
Remigiusz Mróz — Kryminały

W końcu minęli miejsce, gdzie wisiał wagon, zaraz potem wspięli się kawałek stromizną ku wierzchołkowi. Teren robił się tu mocno nachylony, drzewa przestały zapewniać im osłonę.

Kiedy Wiktor uznał, że są dostatecznie wysoko, odbił od szlaku na wschód, w stronę Doliny Suchej Kasprowej. Tu zaczęły się problemy. Okolica była całkowicie dzika, niemal w całości porośnięta krzewami. Prawdziwa tatrzańska dżungla, przez którą przebijają się wyłącznie niedźwiedzie.

Mimo to Forst zaczął torować sobie drogę do miejsca, nad którym rozciągały się linie kolei. Ewelina szła za nim, z trudem radząc sobie z przeciskaniem się między kosodrzewiną.

Poharatani i zmęczeni, w końcu dotarli tam, dokąd Wiktor się kierował. Z góry lepiej było widać wnętrze kabiny, w której kłębili się przerażeni turyści. Od tej strony dało się dostrzec jednak tylko plecy zamachowca. Stał nieruchomo, nie wiercił się, nie przestępował z nogi na nogę. Zupełnie jakby całkowicie kontrolował nie tylko sytuację, ale także siebie i swoje emocje.

Kim był ten człowiek? Czego chciał?