Nawet nie drgnęła, zamiast tego mocniej zacisnęła palce.
– Nie ma znaczenia, co zdąży lub czego nie zdąży powiedzieć ten zamachowiec – oznajmiła. – Jak tylko pana zobaczy, zacznie strzelać.
– W takim razie zadbam o to, żeby mnie nie zobaczył.
Ewelina gorączkowo skinęła głową w kierunku dwóch najbliższych podpór i lin nośnych rozwieszonych między jedną a drugą.
– Chce pan, kurwa, zawisnąć jakieś dwieście metrów nad ziemią.
– Niecałe.
– I jak niby ten człowiek miałby pana nie dostrzec?
Wiktor wskazał jej wzrokiem wagon, a kiedy się na nim skupiła, raptownie wyszarpnął dłoń. Zrobiła krok w jego stronę, jakby zamierzała powstrzymać go siłą, Forst natychmiast posłał jej jednak ostrzegawcze spojrzenie.
Nie miał na to czasu. Dla Osicy i dzieci mogła liczyć się każda sekunda.
– On skupia się na zakładnikach – oznajmił. – Nie odwraca się nawet na chwilę, bo nie ma powodu. Nie spodziewa się żadnego zagrożenia od strony Kasprowego.
– A jeśli na wszelki wypadek w pewnym momencie tam zerknie?
Komisarz nie odpowiadał. Głowił się nad miejscem, w którym opuści szlak, i nad drogą, którą najlepiej obrać, by pozostać niewidocznym.
– Co wtedy? – dodała Ewelina.