Katar
Stanisław Lem — Klasyka science fiction

Mię­dzy dy­mią­cy­mi fia­ci­ka­mi a mer­ce­de­sem włą­czy­łem ra­dio. Ostat­nie wia­do­mo­ści. Ro­zu­mia­łem pią­te przez dzie­sią­te. De­mon­stran­ci pod­pa­li­li. Rzecz­nik pry­wat­nej po­li­cji oświad­czył. Pod­zie­mie fe­mi­ni­stycz­ne za­po­wie­dzia­ło nowe ak­cje. Spi­ker­ka czy­ta­ła głę­bo­kim al­tem de­kla­ra­cję ter­ro­ry­stek, po­tę­pie­nie pa­pie­ża, jed­no za dru­gim, po­tem głos pra­sy. Dam­skie pod­zie­mie. Nikt się już ni­cze­mu nie dzi­wił. Od­ję­to nam zdol­ność dzi­wie­nia się. O co im wła­ści­wie idzie, o ty­ra­nię męż­czyzn? Nie czu­łem się ty­ra­nem. Nikt się nie czuł. Bia­da play­boy­om. Co one im ro­bią? Czy kler też będą po­ry­wać? Wy­łą­czy­łem ra­dio, jak­bym za­trza­snął zsyp śmie­cia.