– Mieszka w Szwecji. Nigdy tam nie byłam. Ale trzeba się wybrać, żeby zobaczyć pierwszą wnuczkę, prawda?
– Oblewamy jej urodziny. – Znów wybuchają śmiechem. – Przyłączysz się do nas? No dalej, na pięć minutek możesz zapomnieć, że jesteś w pracy. Inaczej nigdy nie skończymy tej butelki na czas.
– Oho! Pora na nas. Chodź, Dor.
Komunikat na ekranie stawia kobiety do pionu. Zbierają swoje rzeczy, i może tylko ja zauważam chwiejność ich kroku, kiedy idą w stronę bramek. Odstawiam ich kieliszki na bar i rozglądam się po sali, czy nie ma tam czegoś jeszcze do pozmywania.
– Nigdy cię nie kusi? – Niższa kobieta wróciła po swój szal.
– Słucham?
– Żeby pod koniec pracy po prostu się tam przejść. Wskoczyć do samolotu. Mnie by kusiło. – Znowu się śmieje. – Dzień w dzień.
Uśmiecham się tym zawodowym uśmiechem, który może wyrażać absolutnie wszystko, i odwracam się w stronę baru.