Sam podciąga ręcznik na swojej bladej, objętej cellulitem skórze i idzie wysuszyć włosy. Kiedy wraca, tamtych już nie ma. Wydaje westchnienie ulgi i opada ciężko na drewnianą ławkę. Ma ochotę położyć się na pół godziny na jednym z podgrzewanych marmurowych łóżek. Ta myśl sprawia, że po jej ciele rozchodzi się fala błogości: pół godziny beztroskiego leżenia w kojącej ciszy.
Słyszy, jak w jej kurtce, wiszącej w szafce za jej plecami, brzęczy telefon. Wyciąga go z kieszeni.
Gotowa? Czekamy na zewnątrz – odczytuje wiadomość, po czym odpisuje:
Co takiego? Mieliśmy być u Framptona dopiero po południu.
Simon Ci nie przekazał? Spotkanie zostało przesunięte na 10. Wychodź, bo się spóźnimy.
Sam spogląda na telefon z przerażeniem. To oznacza, że pierwsze z czekających ją spotkań rozpoczyna się za dwadzieścia trzy minuty. Z jękiem wbija się w spodnie, chwyta leżącą na ławce torbę i rusza w stronę parkingu.
Brudna biała furgonetka z napisem GRAYSIDE PRINT SOLUTIONS czeka przy wyjeździe z magazynu. Sam próbuje biec w jej stronę w klapkach z siłowni. Zwróci je jutro, ale już teraz czuje się winna, jak gdyby dokonała jakiegoś poważnego wykroczenia. Włosy ma jeszcze wilgotne i lekko dyszy.