Oprócz Ingrid lubię też Johannę, która pochodzi z Bölvike i jest w wieku naszej wnuczki Ellinor. Johanna to hałaśliwa duża kobieta – jej matka też kiedyś taka była. Nigdy nie wiadomo, co Johanna powie, ale doprowadza mnie do śmiechu, chociaż nie mam powodu, żeby się z czegokolwiek cieszyć. Ture mówił mi kiedyś, że stale przychodzą do niego nowi pracownicy Pomocy Domowej, których nie zna. Zastępują tych, którzy opiekują się nim na co dzień. Gdyby do mnie przychodziło tyle obcych osób, od razu bym zadzwonił ze skargą do szefa Pomocy Domowej. Przecież człowiek powinien znać ludzi, którzy kręcą mu się po mieszkaniu.
– Przed wyjściem dołożę do ognia, żeby mógł pan spokojnie zasnąć – mówi Ingrid i wstaje z krzesła. Nawet nie zauważyłem, kiedy na nim usiadła.