KIEDY ŻURAWIE ODLATUJĄ NA POŁUDNIE
Lisa Ridzén — Literatura

Zauważyłem po twojej minie, że mu nie uwierzyłaś i wolałabyś zostać ze mną. W miejscu, które dobrze znałaś. Przez chwilę patrzyliśmy sobie w oczy i niczego nie pragnąłem bardziej, niż żebyś została. Ale wziąłem cię za rękę, uścisnąłem i powiedziałem:

– Hans ma rację, tam ci będzie lepiej niż ze mną.

Całe moje „ja” się temu sprzeciwiało, ale wiedziałem, że to konieczne, bo nie byłem w stanie dłużej się tobą opiekować.

Zerkam na Ingrid i na puszkę, która stoi na stole. Nie mogę jej otworzyć, bo palce mam za słabe i za sztywne, żeby móc objąć wieczko. Moje dłonie nadal są duże jak bochny chleba, ale straciły dawną moc, ponieważ nie mogę już zginać środkowych palców.

– Zgrubiałe palce to dla ludzi w pana wieku i z taką kartą chorób coś normalnego – wyjaśnił mi lekarz w czasie ostatniej wizyty.

Ingrid szukała dla mnie puszki, którą dałbym radę otworzyć, na tyle szczelnej, żeby nie uchodził z niej cały zapach. Pewnego dnia przyniosła mi taką, ale i tak nie mogłem zdjąć wieczka.

– Pomóc panu? – pyta, stojąc plecami do mnie.